Od kilku godizn mam w glowie wiekszosc tekstu do tego wpisu….brakuje mi jednak sensownego wprowadzenia i tytulu….wiec bedzie bez wprowadzenia.

Mielismy dzis wezwanie….wezwanie jakich mamy wiele….zatrzymanie krazenia u starszej osoby. Akurat tak sie zlozylo ze w chwili wezwania bylismy w jednostce na cwiczeniach a wiec wyjechalismy doslownie razem z wozami zawodowcow. Chwila jazdy…auta pieknie zjezdzaly nam z drogi. Na miejscu sytuacja jakich wszyscy widzielismy juz wiele…na zwenatrz przerazona rodizna…wewnatrz w duzym pokoju na podlodze starszy mezczycna a nad nim szeryf prowadzacy masaz serca. Przyjechalo nas lacznie 8 strazakow….weszlismy w zasadzie bez slow…kazdy wiedzal co ma robic. Szeryf ciagle prowadzil masaz serca…my podpielismy pacjenta pod monitor…..intubacja….dojscie zylne…pierwsza tura lekow… wywiad z rodzina…historia choroby …..szybka ocana lekow stojacych na blacie w kuchni…w pokoju panowala cisza….zmiana przy masazu serca bo szeryf juz byl lekko spocony….kolejne dawki lekow….trzecia zmiane masazu serca robilem ja….w pokoju bylo juz dosc goraco…spocilem sie jak mops. Po kolejnych 5 minutach zmiana….a ja dostalem zadanie przeparkowania karetki nieco blizej wejscia do domu. Wychodzac spotkalem sie wzrokiem z rodzina pacjenta…..patrzyli pytajacym wrokiem a ja tylko moglem powiedziec ze sie staramy. Obok stalo juz paru sasiadow…..na twarzach widzialem zmartwienie. Po powrocie do pokoju pacjenta przyszla mi do glowy taka mysl….tam na zewnatrz w zasadzie chaos….ktos plakal, glosne rozmowy…a wewnatrz mimo walki o czyjes zycie spokoj….pelen profesjonalizm….wszyscy znali swoje miejsce…slychac bylo tylko spokojny glos medyka prowadzacego akcje i dzwieki masazu serca i sztucznego oddychania – kto choc raz bral udzial w takiej akcji wie o jakich dzwiekach mowie….dzwiek uginanych i zlamanych zeber…zlamanego mostka…..dzwieki powietrza wychodzacego z pacjenta przy kazdym ucisku klatki. Mimo tragizmu sytuacji poczulem sie dobrze….takie uczucie zawsze do mnie przychodzi gdy mija pierwsza dawka adrenaliny podczas akcji….dobrze jest widziec zgrana zaloge w akcji bez wzgledu na zagrozenie i powage sytuacji.  Kolejnych kilka zmian przy masazu serca….kolejne dawki lekow….w koncu medyk prowadzcy akcje zadzwonil do naszego dyzurnego lekarza….podal informacje….przychylil sie nad monitorem……

……..czas zgonu 19:47.

Cisza……

Spakowalismy sprzet….znow bez slowa…kazdy wiedzial co ma zabrac…co gdzie spakowac…..wyszlismy na zewnatrz….wszyscy spoceni…..spojrzenie na rodzine i sasiadow zmarlego…chyba widzieli ze dalismy z siebie wszystko….kondolencje…..i powrot do jednostki. Po drodze znow cisza….w wozie ze mna jechalo dwoch weteranow…ponad 20 lat w strazy kazdy….ale wiedzialem ze mimo iz takich akcji mieli dziesiatki to mimo wszystko przykro bylo ze jednak tym razem kostucha byla szybsza od nas…..czwarty raz w ciagu pieciu dni…swoja droga ciekawe ze nikt nie liczy udanych akcji.  Ale wiedzialem tez ze jak nastepnym razem ktos zadzwoni po pomoc to podejmiemy wyzwanie i staniemy do tego wyscigu o ludzkie zycie.

Po powrocie do jednostki jeszcze tylko omowienie akcji…..analiza….czy aby napewno zrobilismy wszystko co mozna bylo zrobic…..uzupelnienie sprzetu w karetce i……..nastepnym razem znow damy z siebie wszystko.

Bylo to wezwanie numer 4588 w tym roku.

8 comments

  1. Super wpis, bardzo poruszający. Daje dużo do myślenia jak w jednej chwili kogoś życie przewraca się do góry nogami. Obserwuje Pana bloga od dłuższego czasu i ma Pan bardzo ciekawe wpisy. Jedyne co jeszcze chciałabym dodać to jest to, że ciężko czyta się bez polskich znaków. Pozdrawiam i życzę miłego dnia! 🙂

    Polubienie

  2. Niestety każdy z nas jeżdżąc dłuższy czas do akcji ratowniczo-gaśniczych, ścigał się z „kostuchą”, lecz nie każdemu udało się wygrać. Mówi się że to zostaje w remizie po ściągnięciu munduru, lecz z doświadczenia wiem, że czasami te „demony” wracają. I tu właśnie chciał bym się dowiedzieć czy wy w stanach też macie jakiegoś strażackiego psychologa ? Spotykacie się z nim cyklicznie czy tylko po jakiś trudniejszych akcjach ?

    Polubienie

    1. Jasne ze mamy pomoc psychologiczna. Po ciezkich akcjach czesto tego samego dnia sa pierwsze konsultacje. Do tego psycholog jest dostepny dla kazdego strazaka za darmo na kazde zyczenie.

      Polubienie

  3. Miejmy nadzieję, że kolejnym razem uda wam się przechytrzyć śmierć. Kurcze, w sumie ciężko mi coś napisać przy takim wpisie.
    PS:Jak trzeba to mogę pomóc z polskimi napisami. Tj. kopiować tekst, dodać znaki i przesłać go Tobie na mejla, czy cokolwiek innego.

    Polubienie

  4. Ciekawy blog. Jeśli się nie mylę to nadal nie jesteś zawodowym strażakiem- własny wybór, czy też tak ciężko jest przeskoczyć z ochotnika na zawodowca? I jak to jest, że w USA gdzie tak przywiązuje się wagę do bezpieczeństwa ginie tak wielu strażaków?

    Polubienie

    1. Tak, nadal jestem ochotnikiem. Bardzo ciezko dostac sie do zawodowej strazy – trzeba sie uzbroic w cierpliwosc.
      Co do wypadkow – zdarzaja sie mniej wiecej tak samo czesto jak w innych rozwinietych krajach z tym ze w USA jest ponad milion czynnych strazakow stad i odpowiednio wieksza ogolna liczba wypadkow.

      Polubienie

      1. To ile mniej więcej lat trzeba poczekać, aby zostać zawodowym strażnikiem? Czy szanse na zostanie strażakiem w dystryktach gdzie nie ma ochotniczej straży pożarnej jest większe? I który jesteś w kolejce do wolnego etatu?
        Zgodzę się, że jest bardzo wielu strażaków. W końcu to ogromny kraj. Czytałem kiedyś jakiś artykuł gdzie było to przeliczona śmiertelność na 100 tys strażaków i USA wypadało niezbyt dobrze Już nie pamiętam dokładnie liczb, ale np. Polska wypadała o wiele lepiej pod tym względem. Tak mnie zastanawia, czy to nie wina wchodzenie na dach palącego się budynku i walenie bosakami. W końcu nieco zła ocena sytuacji (pamiętam z twojego fejsa taki przypadek) i drewniany dach okazuje się o wiele bardziej nadpalony niż to się wydawało. Chociaż i tak warto, ratować innych no i jeździć takimi wypasionymi wozami strażackimi 🙂

        Polubienie

      2. Nie ma ustalonego czasu jaki trzeba czekac…wszystko zalezy jak sie wypadnie podczas rekrutacji. Bycie ochotnikiem pomaga bo zna sie osoby siedzace w komisji jesli rekrutacja jest do dystryktu w ktorym sie sluzy i ma sie doswiadczenie w pracy co czesto dodaje punktow przy rekrutacji.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s